2 W. Szekspir Jak wam się podoba, przekład S. Barańczak (przyp. tłum.).

Dane skinął głową.
płonące w oknach domu.
- Ale nie zabiłaś. Dobrze cię wyszkoliłam i mam do ciebie zaufanie.
ramieniu.
co robi wieczorami, spędzając wakacje na Keys.
na temat planu Władcy oraz szykowanej przez niego ostatecznej
jednak łatwe. Znał każdą, nawet najmniejszą wysepkę
- Dobry Boże... Jasne, że pomogę. Pomyślała, że jest niedziela, on
- Fajnie, że jesteś takim porządnym facetem
schodom, gdyż dobiegł ją ledwie słyszalny krzyk.
- Doskonale. Policjanci są zwykle uprzejmi.
Weszła do pierwszego pomieszczenia, ujrzała sześć metalowych
Bryan nawet nie zamierzał walczyć, z wyrazem lekkiej irytacji na
- Coś jeszcze?

- Oczywiście, że zamierzałam cię poinformować przy pierwszej stosownej okazji.

- Tak, będzie wspaniale. Sami przyjaciele - zauważyła
wyrzucenia.
w przyszłości, oczywiście. Nie chciałabym stracić

w ten sposób niczego by nie osiągnął. Dostałby

- Stało się. - Wsunął ręce do kieszeni dżinsów. - Nie zasłużyłaś sobie na takie słowa. Nie zasłużyłaś sobie na kłamstwa.
W głosie Santosa zabrzmiał gniew. Ton oskarżenia. Także pod jej adresem. Jakby w jakimś sensie stanowiła jedno z rodzicami, jakby, chcąc nie chcąc, dzieliła ich przekonania.
- Belton założył się ze mną o dziesięć funtów, że nie odważę się z panią zatańczyć

i do tego sympatyczną. Nate, idź już do domu.

Zaczerwienił się.
Santos już sobie poszedł.
Hope bez słowa podeszła do biurka, otworzyła kopertę, zajrzała do środka i z zadowoloną miną schowała ją do szuflady, skąd wyjęła inną kopertę. Spojrzała na posłańca wyczekująco, niczym na psa, który powinien podbiec i chwycić swoją kość.