klatki, niemal ją upuściła.
– Ty draniu...
ostatniej nocy nadal go dręczył. Przekręcił kluczyk w stacyjce, wyjechał z parkingu, zawrócił.
odrywając wzroku od ekranu. A zamordowane bliźniaczki? Czy to ona kryje się za
Ale i tak coś miał.
kryminalistach, których gniew kierował się na niego i jego bliskich, gdy ich aresztował i
– Nic mi nie jest. Z Olivią wszystko w porządku. Nie masz powodów do niepokoju –
– Dobra. Travis, weź telefon, wejdź na górę i wezwij policję. – Podał mu aparat. –
W jasnobłękitnym świetle lamp na parkingu Bentz usiłował przejrzeć dokumenty, które
Oczy zaszły jej łzami, gdy widziała łączącą ich miłość utrwaloną na fotografiach. Błysk
– Nie. Zasłona dymna – poprawił Bentz.
wybacz mi. Nie chciałam cię skrzywdzić.
zadzwoniła. Widziała cię wczoraj, pewnie na krótko przed tym, jak ją zastrzeliłaś.
W świetle dziennym zatoka Santa Monica wyglądała zupełnie inaczej. Poprzedniej nocy

- Dziękuję - wyjąkała dziewczyna.

To, że mu powiedziała prawdę o biologicznym ojcu Kristi, nie znaczy, że nie kłamała w
Reed próbował wyobrazić sobie tę scenę. Zobaczył sparaliżowanego Bandeaux leżącego na biurku, dwa kieliszki wina i otwarte drzwi na werandę. Sytuacja wydała mu się jakaś
– Chodźmy – burknął do Hayesa. – Musimy pogadać z Yolandą Salazar.

płuca, o Boże, płuca... Zaraz pękną! Napastnik brutalnie podciągnął pętlę wyżej; skóra wbiła

Rozglądał się niepewny, czy stanął na właściwym rogu. Toulouse i Burgundy. Narożna apteka. Klasztorny kościół pod wezwaniem Maryi Panny. Wszystko się zgadza.
Wtedy właśnie przypomniała sobie o kuzynce ojca, pani Stoneham, która niedawno owdowiała i mieszkała teraz niedaleko Berkhamsted. W czasach gdy żył jeszcze ojciec, Clemency odwiedziła kilkakrotnie kuzynkę Anne na probostwie - mąż jej był pastorem - i zachowała w pamięci bardzo miłe wspomnienia. Wprawdzie nie widziały się już od ładnych paru lat, lecz po śmierci ojca pani Stoneham napisała do Clemency pełen troski list i w serdecznych słowach zapraszała ją do siebie. Matka nie pozwoliła jej przyjąć zaproszenia, ale dziewczyna, w tajemnicy przed nią, utrzymywała korespondencję z kuzynką. Co prawda były to jedynie życzenia z okazji świąt i urodzin.
Istniało jednak wiele miejsc, w których lord Lysander Candover był mile widzianym gościem, i mimo skromnych funduszy udawało mu się żyć na zupełnie przyzwoitym poziomie. Naturalnie, nie spodziewał się, że zubożały dżentelmen, nawet syn markiza, będzie traktowany przez matrony z towarzystwa jako poważny kandydat na męża dla ich córek. Wcale się tym nie martwił, ponieważ, jak dotąd, nie myślał o ożenku. Poza tym miał pewność, że żadna debiutantka nie oskarży go o igranie z jej uczuciami.

Tym razem to nie domysły. Tym razem miała pewność. W domu ktoś jest.

Fabianowie wyjechali z Candover Court kilka dni po Clemency, pośród uścisków i licznych podziękowań. Wybie¬rali się do Gloucestershire na uroczystość wyświęcenia Gilesa i mieli tam pozostać aż do objęcia przez niego wikariatu w parafii jego ojca chrzestnego. Planowano wy¬słuchanie pierwszego kazania młodzieńca, a przynajmniej czekała na to Adela. Lady Fabian kierowały bardziej proza¬iczne powody - między innymi chciała dopilnować, by szanująca się wdowa, u której syn miał zamieszkać, zapew¬niła mu dobre i pożywne jedzenie i nie dała zatęchłych prześcieradeł.
Na wspomnienie Santosa Liz zesztywniała. Poczuła gniew i ból. Współczucie i zrozumienie znikły. Spojrzała wyzywająco w twarz Glorii.
Oczy wszystkich skupione były na państwu młodych tańczących na parkiecie.